Zastanawialiście się kiedyś jak to jest tracić kontrolę? Być
może.... Ale czy myśleliście jak to jest kiedy już prawie odzyskuję się
tą kontrolę, a nagle wszystko lega w gruzach? Raczej nie....
Wcale nie jest to łatwe. I nie byłoby nawet gdyby robiło się to nieskończoną ilość razy. To jak upadanie i wstawanie. Każdemu zdarza się upaść, ale nie każdy się podnosi. I to nieważne czy kończysz, leżąc na ziemi w potoku łez, czy wstajesz i idziesz dalej z podniesioną głową. Zawsze zostajesz zraniony. To czy zostanie blizna, czy może raczej wyblakły ślad po upadku, zależy od tego jak silny jesteś. I od tego jak długo leżysz na ziemi.Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i ma swoje konsekwencje. Więc skończ użalanie i żyj póki możesz, bo nim się obejrzysz, wszystko zniknie, a Ty będziesz narzekać, że to nie miało się tak skończyć....
Wiem co mówię. Przeżyłam to. Straciłam kontrolę. Nie taką o jakiej każdy myśli, lecz taką, która może wyrządzić krzywdę. Jest niebezpieczna. Przez to jestem tu, gdzie jestem. A wszystko zaczęło się tamtego roku....
Urodziłam się w Sierpniu 1846roku. Miałam 14 lat, gdy moi rodzice zginęli i pozostał mi tylko starszy o 4lata Brat i Babcia uchodząca w miasteczku za upośledzoną lub niebezpieczną. Mimo to, Ci którzy mieli rozum, szanowali ją.
Była wyjątkowa. Opowiadała mi różne historie i darzyła ogromną miłością, której nie mogli zapewnić Rodzice. Zmarła przez chorobę 2 lata po nich.
Ale moja historia zaczęła się dopiero w 1864r. gdy skończyłam 18lat. Gdyby nie ktoś, kto zawrócił mi w głowie nie byłabym tu i teraz. Ale straciłam kontrolę. To nie On jest niebezpieczny.
To ja jestem niebezpieczna. Bo straciłam kontrolę. Ale dlaczego? Wszyscy zawsze myślą, że chodzi o miłość. Tutaj bardziej chodzi o potwora, który przyszedł z nią. Teraz ten potwór siedzi we mnie. Nic nie czuje. Napawa się strachem. Lękiem. Przerażeniem. Nie ogarnęła go ciemność, bo nie dokonał jeszcze wyboru. Bo ja tego nie zrobiłam. Nie pozwoliłam na to.
Bo zanim pozwolę sobie odejść pomszczę wszystkich bliskich i to, na czym mi zależało i znajdę Go. Dowiem się co Nim kierowało i dlaczego zesłał tego potwora.
Ten potwór przetrwa. Nie potrzebuje powietrza. Nie potrzebuje jedzenia. Do przeżycia trzeba mu krwi.
To ja jestem tym potworem. Mam na imię Joana i jestem wybrykiem natury. A to jest moja historia....
Wcale nie jest to łatwe. I nie byłoby nawet gdyby robiło się to nieskończoną ilość razy. To jak upadanie i wstawanie. Każdemu zdarza się upaść, ale nie każdy się podnosi. I to nieważne czy kończysz, leżąc na ziemi w potoku łez, czy wstajesz i idziesz dalej z podniesioną głową. Zawsze zostajesz zraniony. To czy zostanie blizna, czy może raczej wyblakły ślad po upadku, zależy od tego jak silny jesteś. I od tego jak długo leżysz na ziemi.Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i ma swoje konsekwencje. Więc skończ użalanie i żyj póki możesz, bo nim się obejrzysz, wszystko zniknie, a Ty będziesz narzekać, że to nie miało się tak skończyć....
Wiem co mówię. Przeżyłam to. Straciłam kontrolę. Nie taką o jakiej każdy myśli, lecz taką, która może wyrządzić krzywdę. Jest niebezpieczna. Przez to jestem tu, gdzie jestem. A wszystko zaczęło się tamtego roku....
Urodziłam się w Sierpniu 1846roku. Miałam 14 lat, gdy moi rodzice zginęli i pozostał mi tylko starszy o 4lata Brat i Babcia uchodząca w miasteczku za upośledzoną lub niebezpieczną. Mimo to, Ci którzy mieli rozum, szanowali ją.
Była wyjątkowa. Opowiadała mi różne historie i darzyła ogromną miłością, której nie mogli zapewnić Rodzice. Zmarła przez chorobę 2 lata po nich.
Ale moja historia zaczęła się dopiero w 1864r. gdy skończyłam 18lat. Gdyby nie ktoś, kto zawrócił mi w głowie nie byłabym tu i teraz. Ale straciłam kontrolę. To nie On jest niebezpieczny.
To ja jestem niebezpieczna. Bo straciłam kontrolę. Ale dlaczego? Wszyscy zawsze myślą, że chodzi o miłość. Tutaj bardziej chodzi o potwora, który przyszedł z nią. Teraz ten potwór siedzi we mnie. Nic nie czuje. Napawa się strachem. Lękiem. Przerażeniem. Nie ogarnęła go ciemność, bo nie dokonał jeszcze wyboru. Bo ja tego nie zrobiłam. Nie pozwoliłam na to.
Bo zanim pozwolę sobie odejść pomszczę wszystkich bliskich i to, na czym mi zależało i znajdę Go. Dowiem się co Nim kierowało i dlaczego zesłał tego potwora.
Ten potwór przetrwa. Nie potrzebuje powietrza. Nie potrzebuje jedzenia. Do przeżycia trzeba mu krwi.
To ja jestem tym potworem. Mam na imię Joana i jestem wybrykiem natury. A to jest moja historia....
Zapowiada się ciekawie. Jak wszystko co piszesz:) Mam nadzieję, że nie skończysz tego opowiadania tak szybko jak pozostałe:) W tym momencie napisałabym tutaj: pozdrawiam i zapraszam do mnie, dodałabym link, ale po co Ci to? Hahahaha.
OdpowiedzUsuńJEJ ale tutaj ładnie *.* Zapraszam do siebie ; *
OdpowiedzUsuńPS. Obserwuję :)